"Strażnik Bursztynowej Komnaty", Jolanta Maria Kaleta

Ostatnio miałem przyjemność przeczytać kolejną książkę Jolanty Marii Kalety pt. "Strażnik Bursztynowej Komnaty". Tym razem odnosi się ona bezpośrednio do Wrocławia, choć posiada też sporadyczne odniesienia do poprzednich powieści autorki, rozgrywających się na terenie Dolnego Śląska. Oto jej recenzja.

Akcja "Strażnika..." ma miejsce na początku lat 90., w czasie szalonej transformacji ustrojowej i rewidowania peerelowskiego dorobku. Nagła śmierć Pawła Rylskiego, inżyniera Elwro zafascynowanego Bursztynową Komnatą, rozpoczyna cały ciąg tajemniczych zdarzeń, w których główną rolę odgrywa ów skarb zrabowany niegdyś przez Niemców z pałacu w Carskim Siole. Policja skłonna jest przyjąć wersję o samobójstwie Rylskiego, poszlaki jednak mówią zupełnie co innego. Kilkoro obcych sobie bohaterów rozpoczyna prywatne śledztwo – lawirując pomiędzy dawną SB, raczkującymi rekinami biznesu i nową władzą.

Dalszych szczegółów fabuły już nie zdradzę, przejdę teraz do moich wniosków. Gdy dostałem książkę do ręki obawiałem się, że jej temat może być mocno wyświechtany, i że będę mieć do czynienia z przygodowym standardem. Tymczasem okazało się, że spodobało mi się kilka rzeczy, których zupełnie się nie spodziewałem. Przede wszystkim pojęcie bohatera pozytywnego i negatywnego, wyraźne w poprzednich powieściach autorki, mocno się zatarło. Realia nowego ustroju wymusiły redefinicję dobra i zła. Każda z postaci zapracowuje sobie na naszą opinię nie tyle z góry narzuconym zaszufladkowaniem, co własnymi wyborami. Nic tak nie urozmaica fabuły, jak różnorodność i skomplikowanie charakterów, działa to też w przypadku "Strażnika Bursztynowej Komnaty".

Inną rzeczą rzucającą się w oczy jest lepsze, niż w poprzednich książkach uporządkowanie wątków. Mamy ich tu całkiem sporo, zgrabnie zbiegają się w jedno miejsce i domykają całość. Wielowątkowość jest częściowo narzucona przez narrację, skaczącą między dwoma głównymi bohaterami. Nie mogło zabraknąć tematu miłości, często poruszanego przez autorkę. Co ważne – wszystkie te małe historię nie są zanadto przewidywalne i ich poznawanie wzbudza w czytelniku ciekawość.

Temat przewodni okazał się koniec końców godny uwagi z uwagi na solidny warsztat historyczno-geograficzny i częste zwroty akcji. Jolanta Maria Kaleta nie naraziła się tu na pobłażliwe uśmiechy i pukanie w czoło, wręcz przeciwnie – stworzyła logiczny splot intryg, który może być dla odbiorców całkiem przekonujący.

Reasumując – powieść jest zdecydowanie warta polecenia wszystkim fanom poszukiwania skarbów, zwłaszcza tych posthitlerowskich. Być może na moją ocenę wpłynął fakt, że jedno z głównych miejsc akcji znajduje się niemal pod moim oknem, ale nawet i bez tego – "Strażnik Bursztynowej Komnaty" to pozycja nie do przegapienia.

Dziękuję wydawnictwu Psychoskok za udostępnienie książki do recenzji.

Tytuł książki: 
Strażnik Bursztynowej Komnaty
Autorzy: 
Jolanta Maria 
Kaleta

Komentarze